BLOGERKI MNIE NA TO NIE NAMÓWIĄ!

poniedziałek, 4 lipca 2016


Żyjąc w świecie wirtualnym, gdzie każdy bez problemu może uważać się za eksperta w danej dziedzinie, jesteśmy skazani na wszechobecne, wylewające się z każdego portalu, bloga, porady i wskazówki. Choć osobiście uważam, że Internet to potęga i ogromne źródło wiedzy to nie każde rady należy traktować na poważnie i zdrowy rozsądek jest najlepszym przyjacielem przy podejmowaniu jakiejkolwiek decyzji, tym bardziej jeśli ta decyzja będzie miała długofalowy efekt. A na co nie namówią mnie blogerki?

MAKIJAŻ PERMANENTNY

To taki typowy postrach minionego dziesięciolecia - szczególnie w przypadku makijażu ust i nieudanych kresek na oku, choć również nie raz widziałam brwi przy których "coś poszło nie tak". Teraz, gdy makijaż permanentny wchodzi na wyższy level i efekty po metodzie piórkowej nie przypominają już nienaturalnych czarnych łuków, to wygląda to o niebo lepiej i na pewno osobie, która ma wykonywany ten zabieg, łatwiej jest się przyzwyczaić do nowego wyglądu brwi. Sama jednak nie zdecydowałabym się na wykonanie makijażu permanentnego. Dlaczego? A wpływa na to kilka blokujących moją wolę, obaw. Otóż, pierwszym aspektem jest dobór odpowiedniego specjalisty - pomimo, że studiuję kosmetologię to uważam, że nie każdy powinien wykonywać zabiegi jeśli nie ma do ich wykonywania predyspozycji - ja na razie nie mam tak pewnej ręki i chyba musiałabym duużo ćwiczyć, by doprowadzić moje umiejętności do tej wręcz chirurgicznej precyzji i na chwilę obecną nie widzę siebie w roli, pewnego rodzaju, tatuatorki, która pozostawia klienta ze źle wykonaną pracą. Makijaż permanentny to nie henna, która utrzymuje się kilka tygodni i łatwo ją zmyć.. to konkretny zabieg dzięki któremu pigment pozostanie w skórze przez kilka lat. Nie każdej osobie można zaufać, a w przypadku decyzji zmiany wyglądu należy znaleźć kogoś, kto ma duże doświadczenie i praktykę. A po drugie, nie widzę sensu wykonywania makijażu permanentnego na moich brwiach, które nie są aż tak rzadkie, żeby je uzupełniać. Jeśli miałabym kiedyś możliwości, szkolenia, dużo praktyki i byłabym pewna, że moją pracę wykonałabym na 100 % to chciałabym wykonywać makijaż permanentny brwi, ale osobom, które tego potrzebują, które źle się czują bez włosków - mówię głównie o kobietach przechodzących chemioterapię i nie dla chęci zysku, czy dorobienia się na chorych, ale dla ich komfortu i pewności siebie. Jeśli kiedyś będę miała taką możliwość to chciałabym pomagać właśnie takim osobom, a nie na "widzi mi się" innych, którzy nie potrzebują ingerencji w stan ich brwi :) 

CHIŃSKIE PODRÓBKI KOSMETYKÓW

Temat podróbek, chińskich kosmetyków jest dosyć kontrowersyjny i choć ja nie będę się czepiała osób, które decydują się na takie zakupy, to sama nie mam ochoty kupować podrabianych produktów. Mam nadzieję, że dobrze się zrozumiemy - chodzi mi o produkty typu The Balm, Zoeva, Mac czy Nars, które spotkałam na Aliexpress za kilka dolarów. Nie są to produkty wzorowane na tych wysokopółkowych, z inną nazwą czy składem, ale raptem zerżnięte z oryginału. A skoro te produkty mają skopiowany skład to czy jest on rzeczywisty czy jednak ukazany tylko dla tego, by podróbka była bardziej realna, prawdziwa? Kupując podrabiany produkt nie jesteśmy w stanie określić ani jego składu ani tym bardziej warunków sanitarnych, w których był produkowany. Wiadomo, puder matujący zazwyczaj oparty jest na talku, mice czy mączkach i wizualnie może wyglądać tak samo jak oryginał, ale skąd możemy wiedzieć, że nie zawiera w składzie metali ciężkich? W przypadku pędzli czy innych akcesoriów może być podobnie jednak narzędzia typu pędzle możemy bez problemu wyprać, zdezynfekować i używać. Ja nikogo nie będę namawiać czy mu odradzać zakupów na chińskich stronkach, bo ostatnio też zrobiłam zamówienie ze sztucznymi rzęsami, które wyglądają i sprawdzają się świetnie (zajrzyjcie do Make-up full of colors, która porównała oryginalną Bahamę Mamę z jej podróbką i zgadnijcie co wygrało!) ale jednak zachowajmy szczególną ostrożność przy zakupach kosmetyków (nie wspominając o produktach do pielęgnacji których bałabym się dotknąć!). Osobiście chyba nie chcę wspierać małych mafii produkujących podróbki, wolę kupić tańszy, drogeryjny produkt, a gdy będę chciała wypróbować marki wysokopółkowe to po prostu je kupię, by przekonać się o ich realnym działaniu. EDIT. wpis Asi na temat podróbek z Aliexpress!


A na to nie namówią Was blogerki? 
Co sądzicie o makijażu permanentnym i podróbkach?
Wypowiedzcie się - baaardzo lubię dyskutować z Wami na takie tematy :)

PS. I jeszcze ostatnie pytanie - czy lubicie takie pogadanki? Bo ja ostatnio lubię je pisać i nie wiem czy Wy też tolerujecie moje paplaninki.. :D 

Wpisy, które mogą Cię zainteresować:

Zapraszam do dyskusji:

Like us on Facebook

Flickr Images

.